Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
84 posty 601 komentarzy

Krukowisko

Krzysztof Szotowicz - Wolnomyśliciel, jak kot chadzający najchętniej własnymi ścieżkami po lesie myśli ludzkiej.

Konsekwencje buntu elektorów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jakkolwiek by to się wydawało nieprawdopodobne dla postronnego widza, Donald Trump może jednak nie zostać 45 prezydentem USA.

Jak na amerykańskie warunki, atmosfera wokół poniedziałkowego głosowania elektorów, jest wyjątkowo gorąca. Oliwy do ognia dodają jeszcze szefowie CIA i FBI, oświadczając w ten piątek że, cytuję: “there is strong consensus among us on the scope, nature, and intent of Russian interference in our presidential election.” (Miedzy nami panuje pełna zgoda co do zakresu, charakteru i intencji Rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie). Co prawda z ujawnianych szczegółów wynika, że ta ingerencja dotyczyła tylko pomocy w ujawnieniu treści maili Clintonowej, a nie w sam akt wyborczy, ale przecież aby kogoś dyskredytować, wystarczy pretekst oparty o pierdołę. Do chóru potępienia dołącza, a jakże sam Obama, wygłaszając potrzebę pilnego wyjaśnienia wszelkich powiązań. A w tle trwa walka o dusze elektorów republikańskich, aby ich przeciągnąć na stronę jasności/ciemności ??!! (sam już się pogubiłem kto kogo reprezentuje.) Podobno już kilkudziesięciu udało się przekabacić, a trzeba ich w sumie ponad 36, aby głosowanie wyłoniło Clinton na nowego prezydenta. Może się to wydać dziwne, ale sam bunt i wybranie kogoś innego, niż wskazali wyborcy, to wcale nie jest najważniejsza kwestia, jaka się z tym wiąże. Otóż, od swojego początku, kampania była prowadzona na ostro, nawet biorąc pod uwagę „normalny” przebieg kampanii prezydenckiej w tym kraju, gdzie zwykle idzie na noże. Atmosfera wojenna szybko przeniosła się do elektoratu, gdzie miała idealne miejsce wzrostu wobec braku perspektyw na przyszłość i panującej, a przy tym przykrej w obejściu poprawności politycznej. W dniu wyborów emocje sięgnęły punktu wrzenia, na szczęście ci których zwykle nie ogranicza odgórna poprawność, znaleźli się po stronie zwycięzców i nie musieli dawać upustu swojej wściekłości. Do czasu. Jeżeli teraz okaże się, że krecia robota Obamy i przegranych demokratów osiągnie cel, wówczas nienawiść połowy obywateli USA rozleje się po całym kraju jak powódź. Tym samym w Stanach zostanie ogłoszony stan wojenny, a Obama, jeszcze przez jakiś czas nie będzie musiał opuszczać Białego Domu. Ktoś spyta, czy to będzie miało jakieś znaczenie dla Polski? (gdzie właśnie ważą się losy demokracji!). Wszystko będzie zależało od tego, czy USA będą w stanie kontrolować sytuację wewnętrzną, a jednocześnie pozostawać na stanowisku żandarma światowego. Jeżeli tych dwóch spraw nie da się pogodzić, to wówczas w trybie naprawdę przyspieszonym, dojdzie do przetasowań na mapie zasięgu wpływu poszczególnych mocarstw. Inaczej rzecz ujmując, mamy pełnoskalowy konflikt militarny o nowy podział świata.

KOMENTARZE

  • Autor
    Jeśli jutro sprawdzi się taki scenariusz to będzie według mnie koniec Stanów Zjednoczonych. Takich od ich stworzenia. Bo slowo DEMOKRACJA będzie u nich PUSTYM słowem. Nie wiadomo czy USA się nie rozpadnie? Tak się zastanawiam czy nie jest "montowana" jakaś większa operacja na skalę międzynarodową włączając to, co się dzieje u nas?
  • @leoparda 21:21:46
    nie ma takiej opcji
    Bunt 2-3 elektorów - to wszystko
    za 1 m-c mamy nowego Prezydenta USA największej potęgi tego świata
    a i Putin niech się przedwcześnie nie cieszy
    przekona się dość szybko że "nie z nami te numery" 8-)))))
    Pozdrawiam
  • @leoparda 21:21:46
    Ostatni raz kandydat Demokratów dostał więcej głosów, ale nie został prezydentem USA zdarzyła się w 2000 roku. Wiceprezydent Al Gore przegrał wtedy z George'em W. Bushem, który dostał o prawie 544 tys. głosów mniej. Sytuacja, gdy kandydat, który zdobył mniej głosów oddanych bezpośrednio zostanie prezydentem USA zdarza się w historii USA po raz piąty.

    W historii USA było 157 tzw. "nielojalnych" elektorów, którzy nie zagłosowali na kandydata, który zwyciężył w ich stanie (przy czym zaledwie 9 od 1900 roku). To w rezultacie ich nielojalnego zachowania aż 30 stanów przyjęło z czasem regulacje nakazujące elektorom - pod groźbą kar finansowych - głosować na kandydata, który zwyciężył w ich stanie
  • My w USA mamy bron palna.Kazdy w domu ma.
    Wybory sfalszuje ktos,
    to my to rozwiazemy.Nie martwcie sie o USA.
  • @staszek kieliszek 06:02:32
    Ale właśnie o to chodzi, że u was broń mają wszyscy. Dlatego jatka będzie straszna. Ale to nie koniec. Jeżeli światowy żandarm, chwilowo będzie musiał robić porządek w swoim domu, reszta świata nagle zapragnie wyprostować zaległe sprawy – np. Hindusi z Pakistańczykami, albo Iran z Arabią Saudyjską. Jednak największy z nich – pretendent do tronu, czyli Chiny może zechcieć wykorzystać swoją szansę na ustawienie siebie w pozycji nie do pokonania – czyli anektuje całą Syberię i rzuci Rosję na kolana. To wszystko może się zdarzyć, kiedy 40 elektorów zagłosuje niezgodnie z wolą obywateli, których reprezentują.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej